









Tamtego poranka mgła spowiła bastiony, całkowicie przesłaniając wschód słońca. Zamiast ciepłych promieni słonecznych czuli na policzkach rosę, której kropelki w powietrzu tworzyły iście impresjonistyczną aurę.
Niespodziewanie znaleźli się w pobliżu starej fabryki, ledwie dostrzegając jej kontury mimo bliskiej już odległości. Otworzyli zardzewiałe wrota i wsiedli do starej windy towarowej. Po chwili byli już na 3 piętrze.
Dźwięk otwierających się olbrzymich drzwi windy wypełnił zimną otchłań starej fabryki. Nie mieli planu, ale wiedzieli, że muszą biec. Szybko. Coraz szybciej. Nagle zorientowała się, że słyszy już tylko swój własny oddech. Zgubiła ich, została sama. Przerażona, usiadła na betonowej posadzce. „To jakiś koszmar” – pomyślała. „To nie może się dziać naprawdę”. Jednocześnie wiedziała, że to nie jest sen. Naraz monotonny, hipnotyzujący głos poderwał ją z podłogi i krętymi schodami poprowadził do małej, ciemnej sali. Nic nie widziała, ale czuła czyjąś obecność. Chciała zacząć krzyczeć, ale nie mogła wydobyć z siebie dźwięku. Znieruchomiała. Nagle oślepiły ją świetlówki.
Poprawiła makijaż w lustrze, podlała dracenę i całą trójką wrócili do domu.
Jeśli zastanawiasz się, gdzie zdarzyła się ta historia, podpowiedź znajdziesz TUTAJ ;).